"Sztukę łączą pokrewieństwa z logiką, matematyką, wreszcie nauką. Ale podczas, gdy te dyscypliny są użyteczne, sztuka użyteczna nie jest. W istocie sztuka istnieje tylko dla siebie samej..."

Słowa Josepha Kosutha pochodzące z 1969 r., ze słynnego artykułu - manifestu "Art. after Philosophy" wiążę z nurtem sztuki i myśli twórczej, w której wpisują się zainteresowania i intuicja artystyczna Marii Wasilewskiej.
Jej poszukiwania odrzucające tradycyjną warsztatowo materię sztuki, liczne inspiracje, które znajduje artystka także w świecie nauki i filozofii, próby "dotknięcia" tego co materialnie nieobecne choć przeczuwane w swym istnieniu, to istota duchowego elementu jej sztuki. Środki do tego, to użycie światła, lecz nie jako źródła oświetlającego, ale jego samego - jako specyficznej "materii" sztuki i nośnik swego własnego istnienia, także próby dematerializacji tych doznań i wrażeń, których doświadczaniu w procesie jesteśmy poddawani.
Tworzenie obrazów w przestrzeni iluzyjnej, a także jej samej wraz z możliwością ich unicestwienia np. za pomocą najprostszego zabiegu - chwilowego zatrzymaniu projekcji przed ponownym jej uruchomieniem.

Psychofizjologiczne podejście w takim procesie percepcji i szerszego w nim uczestnictwa włącza automatycznie do odbioru dzieła inne stany świadomości jak marzenia senne, czy życie duchowe. Wszystkie wymienione tu środki, to sięgnięcie do pojęciowego charakteru sztuki, który o czym jestem głęboko przekonany jest najistotniejszym warunkiem wszelkiej twórczości ugruntowanej także w wieku XX myślą twórczą i dokonaniami Marcela Duchampa i Josepha Kosutha.

Gatunek twórczości tu opisywany wykorzystujący światło jako specyficzną materię i środek warsztatowy sztuki posiada swoich wyznawców i kontynuatorów jak choćby nieżyjący już Antoni Mikołajczyk czy także James Turrel artysta amerykański - mistrz światła, którego poszukiwania z pewnością muszą być bliskie dążeniom Marii Wasilewskiej. Może jeszcze Piotra Kowalskiego, artysty francuskiego pochodzenia polskiego. Co jej dokonania upodabnia np. do Turrela - może punkt wyjścia, jako zainteresowania dla zjawisk fizyki. Co różni - własne samodzielne środki i specyficzne zamiłowanie oraz odczuwanie przestrzeni wyniesione z doświadczeń i zainteresowań rzeźbiarskich.

Przestrzeń, którą kreuje i którą nazywa "czasoprzestrzenią" (sięgając do pojęć fizyki i filozofii) oraz względność w jej odbiorze i odczuwaniu czynią dzieło Marii Wasilewskiej na wskroś oryginalnym pozwalającym zagłębić się w tej przestrzeni, którą najchętniej nazwałbym duchową, bo dostarczającą tego typu emocji. Zaszeregowanie tej sztuki do nurtu wizualistycznego byłoby zawsze spłaszczaniem wynikającym z nieodczytywania przesłania.
Czystość i precyzja zastosowanych środków, doskonałość formy i konsekwencja czynią jej realizacje z gatunku instalacji artystycznej perfekcyjnie wizualne, a użyte środki służą zawsze głębszej refleksji. Kontekstualny charakter tej sztuki unaocznia jak bardzo różnym celom może służyć każdorazowe użycie prostej linii, geometrycznej figury, czy ich odkształceń użyte w celach innych niż estetyczne. To właśnie położenie akcentu na czynnik myślowo-skojarzeniowy zamienia materię w idee.

Wracając do cytowanego na wstępie mej recenzji Kosutha odrzucającego w sztuce tradycyjne środki malarskie i rzeźbiarskie, gdyż narzucają "aprioryczne pojęcie o możliwościach sztuki" ( "Sztuka po filozofii") uniemożliwiając oderwanie się od tradycji malarsko-rzeźbiarskiej, jako ograniczającej pojmowanie sztuki ukształtowane i ugruntowane tradycją, zauważamy niezbędność takiego właśnie podejścia, kiedy nie pragniemy produkować tylko obiektów sztuki, ale uczynić kilka kroków dalej w jej poszukiwaniu. T wszystko co nastąpiło w sztuce po latach 70-tych XX wieku i co należy uznać za uprawnioną część jej historii wyrosło na glebie tej właśnie myśli filozoficznej. (...)

Analiza sztuki Marii Wasilewskiej sprawia mi szczególną radość, gdyż od dawna obserwuję jej ambitne poszukiwania i dążenia. Jest artystką stawiającą sobie wysoką poprzeczkę także intelektualną podejmując bardzo konsekwentnie kolejne zadania. Z przyjemnością obserwuję jak podąża za swym przeczuciem, które ją prowadzi, stale doskonaląc swój "warsztat", co bardzo mocno pragnę podkreślić. Właśnie te warsztatowe doświadczenia umożliwiają jej posuwanie się krok za krokiem w kierunku doskonalenia doznań od których próby scharakteryzowania rozpocząłem swą recenzję. Nie jest to droga łatwa, prosta, ani znana, a podążając nią skazuje zawsze na samotność i wąski krąg odbiorców.

Minimalizm doprowadzający do użycia środków jedynie najkonieczniejszych, asceza i brak wszelkich zdobników uszlachetnia tą sztukę i jej założenia Ktoś znający tylko pobieżnie jej niektóre dokonania, mógłby w tym momencie zaprotestować, bo przecież praca "ITERACJE" - najbardziej dekoracyjny świat za jakim nie nadąży nigdy wyobraźnia ludzka?
Ale tu właśnie znajduję potwierdzenie słuszności obranej drogi. Kalejdoskop - dziecinna zabawka, zarazem kosmos niepowtarzających się wrażeń wzrokowych w niepowtarzalnej liczbie zdarzeń. Świat baśni, marzeń i snów i pełna projekcja tego co ukryte we wnętrzu stworzonym przez artystkę dla odsłonięcia, jak sama pisze "nadprodukcji". Demonstracje zbudowanej samodzielnie surrealistycznej maszyny - kalejdoskopu, masywnej metalowej tuby, która obracając się mechanicznie wytwarza te "cuda", może raczej "generuje" (używając współczesnego języka), bo transmitowane są na zewnątrz za pomocą kamery przemysłowej i projektora.

Grzechocząca to zabawka, którą  każdy poznał w dzieciństwie, czy filozoficzne wyjście poza nią w "kosmos"? Dla mnie raczej to drugie, kiedy otoczeni jesteśmy w ciemności tymi obrazami wokół nas i pod naszymi stopami.

Wyobraźmy sobie zatrzymanie na moment tego walca, a zatem i obrazu ( co miało miejsce) i kontynuacja która może trwać wiecznie!

Byłem dwukrotnie pod wielkim wrażeniem tego wydarzenia w dwu różnych sytuacjach przestrzennych rozwiązań i zastosowań, których druga wersja nosiła nazwę "PAUZA". Duże wrażenie pozostawiają te kreacje dzięki ich czystości warsztatowej, która eliminuje wszystko co mogłoby zakłócić uczestnictwo i właściwy odbiór. Także ich niepowtarzalność, jak w innej pracy artystki, kiedy stalowe lustra na miękkim podłożu następujemy nieświadomymi krokami, odkształcając je. Tworzą one wtedy wciąż nowe zdumiewające zjawiska odbić, zawieszonych gdzieś nad nami w ciemności poziomych kresek - prętów przy wykorzystaniu zjawiska luminescencji.

Zdradzam tajemnice elementarnego warsztatu, ale jakże inaczej mógłbym wyrazić swój zachwyt także dla warsztatu, który doceniam jako praktyk - rzeźbiarz. Dodać należy, że pracom takim, jak opisane towarzyszy na ogół dyskretny dźwięk dopełniający wrażenie, raz jako szum fal, innym razem jak grzechotanie przesypujących się szkiełek w kalejdoskopie.(...)

Ostatnie dokonanie twórcze Marii Wasilewskiej (ARTYKULACJE -przyp. artystki) to rozwinięcie oraz kontynuacja najnowszych poszukiwań z zastosowaniem światła i elementów iluzji jako swoista próba polemiki z rzeczywistością.
Praca ta zlokalizowana w dwóch sąsiadujących wnętrzach galerii przetworzonych za pomocą interwencji wzrokowo akustycznych, to wprowadzenie widza - uczestnika w świat wyobraźni, kiedy przestrzeń i jej elementy układają się w swoisty "teatr" bez zwykłej semantyki. Teatr, w którym uczestnictwo widza staje się aktywne.
Ograniczam się do tak zwięzłego opisu w obawie odarcia dzieła z jego tajemnicy i dozy tajemniczości, która gwarantuje sztukę z ducha.(...)

 

Maciej Szańkowski, 2008 r.